Centrum Informacji Geodezyjnej

baza praktycznej wiedzy z dziedziny geodezji i kartografii

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Felietony

... czyli teksty utrzymane w osobistym tonie, lekkie w formie, wyrażające punkt widzenia autora.



Sposób na dorobek czyli pseudo-geodezja

Zjawisko podpisywania dokumentacji przez osobę uprawnioną, która nie jest jej autorem to klasyczny przypadek tajemnicy poliszynela. Nie było by w tym nic złego i dziwnego gdyby nie fakt, że ostatnimi czasy dochodzi do masowej popularyzacji zjawiska „kupowania podpisu”.

Na przykładzie naszego zawodu ogromny niepokój wzbudza forma jaką przyjmują powstające jednostki wykonawstwa geodezyjnego. Młode osoby po szkole lub studiach zamiast zdobywać odpowiednią praktyką przewidzianą Art. 44 ustawy PGiK, zakładają własne działalności geodezyjne, przejmując tym samym pełną odpowiedzialność za wykonanie usług geodezyjnych. Z punktu widzenia ustawy PGiK taka forma jest niedopuszczalna, gdyż zgodnie z myślą Art. 42 do wykonania samodzielnych funkcji w dziedzinie geodezji i kartografii jest niezbędne posiadanie uprawnień zawodowych. Osoby, które figurują na dokumentach jako osoby uprawnione to fikcja - dokumentacje takie podpisywane są na kolanie bez analizy i zaangażowania w daną pracę. Nikt nawet się nie zastanawia o konsekwencjach prawnych nie mówiąc już o uwarunkowaniach w zakresie umowy o pracę.

Dziwi mnie fakt całkowitego braku odpowiedzialności geodetów uprawnionych podpisujących przedmiotowe dokumenty „na lewo”. Oznacza to kompletny brak szacunku do samego siebie. Coraz częściej napotyka się na błędy i rażące łamanie zasad geodezyjnych właśnie przez takie jednostki geodezyjne. Nie sposób wymienić przykładów dotyczących nieznajomości prawa. Pamiętać należy, że młode osoby są bardziej podatne na częste wymuszanie przez inwestorów przekazywania „odpowiednich” opracowań geodezyjnych nie mających pokrycia z rzeczywistością.

Powyższy sposób działania jest w ostatnich latach głównym powodem spadku prestiżu naszego zawodu. Osoby bez uprawnień, kierują pracami pod przykrywką „pożyczonej pieczątki” bądź niezatrudnionego geodety uprawnionego.

Pytanie czy jest to desperacki sposób na dorobek, czy całkowita obojętność do naszego zawodu a przede wszystkim do samego siebie. Gratulacje koledzy! Nawet nie wiecie, że podcinacie gałąź na której sami siedzicie!!!

 

Warto dbać o osnowę

Warto? Pewnie, że warto. Nie mam zamiaru przytaczać tutaj przepisów o ochronie znaków geodezyjnych oraz obowiązków wynikających z instrukcji technicznych związanych z konserwacją i oceną stanu technicznego znaków. Chodzi mi bardziej o edukowanie i informowanie właścicieli, inwestorów i innych osób niezwiązanych z branżą. Dawniej w naszej misji edukacyjnej pomagały nam przeróżne tabliczki ostrzegawcze ("znak geodezyjny", "znak chroniony" itp.). Dzisiaj jedyny komunikat na ten temat zamieszcza się na mapie d/c projektowych. Mam wrażenie, że to za mało.

Kto ma zadbać o osnowę skoro my geodeci czasem sami o nią nie dbamy? Nawet mimo dobrych chęci ciężko jest uchronić znak przed zniszczeniem skoro ktoś zaprojektował podział nieruchomości w taki sposób, że wiekowy punkt osnowy znajduje się nagle na środku drogi wewnętrznej, albo po środku działki budowlanej. To jest jak wyrok!

 

Klient nasz pan?!

To pytanie pojawia się coraz częściej w odniesieniu do (braku)rzetelności części kolegów. Bo jak inaczej tłumaczyć fakt pomijania przy pomiarze tak drobnych szczegółów sytuacyjnych jak np. budynki? Nie tak dawno jeden w wykonawców stwierdził że nie pomierzył budynku bo właściciel nie wyraził na to zgody. Na mapie d/c projektowych zostało więc puste pole. Ostatnio spotkałem się nawet z sytuacją, gdy jeden z kolegów był wyraźnie poruszony faktem, że ktoś pomierzył budynek (jak się okazało samowolę), który dopiero miał zostać zaprojektowany (!). Zastanawiał się przy tym jak "usunąć" go z mapy zasadniczej. Byłem w szoku.

Kient nasz pan?!

Jaka jest cena rzetelności? Co jest powodem takiego zjawiska? Poczucie bezkarności, brak odpowiedzialności, głupota, desperacja? Szczerze mówiąc długo próbowałem znaleźć wytłumaczenie dla takiej patologii. Nie znalazłem. Sorry.

 

Geodeta czyli chłopiec do bicia

Zastanawia mnie jak to jest, że w razie problemów przy realizacji inwestycji przeważnie jako winnego wskazuje się geodetę, względnie "mapę geodezyjną". Przykładowo błąd w projekcie. Winny projektant? W życiu! Gdyby mapa była dobra to projekt na pewno sam by wyszedł. Wybudowali za wysokie krawężniki? Pewnie geodeta źle wytyczył. Ułożyli Ci kabel na działce? Proste, to wina geodety! Niepokoi mnie to dość powszczechne zjawisko. Nie twierdzę, że geodeci są nieomylni. Jednak czy my faktycznie jesteśmy takim chłopcem do bicia? 

Geodeta jest potrzebny kilka razy w ciągu całej inwestycji (od wstępnego planowania po pomiar powykonawczy). W takim układzie faktycznie prawdopodobieństwo pojawienia się niesłusznych zarzutów jest większe niż przy pozostałych grupach zawodowych pojawiających się na kolejnych etapach prac. Co smutne, spora konkurencja na rynku powoduje, że niektórzy geodeci sami jawnie podważają kompetencje swoich kolegów przy klientach. Jest to zjawisko szczególnie naganne i niezgodne z kodeksem etyki geodety gdyż szkodzi całej naszej branży.

Jak więc bronić się przed bezpodstawnym opluwaniem? Jak odbudować dobre imię geodezji (nie moje czy Twoje, ale nasze - wspólne)? Najlepiej zacząć od siebie. Szanujmy się. Przecież bycie geodetą nie powinno być powodem do wstydu...

 

 



Content View Hits : 403915